Mniej więcej co dwa mięsiące Lucy przygotowuje stosik obrusów i różnego rodzaju domowych poszew i poszewek i mówi: oddaj to do magla.
Magiel to niewielki zakład mieszący się w piwnicy jednego z bloków na osiedlu obok. Pan (nazwijmy go Magiel :-)) prowadzi go od dobrych kilkunastu lat. Z pewnością jest to ostatni Mohikanin magla. Gdy zaprzestanie swojej działalności to pozostaną już wizyty w pobliskim hipermarkecie lub innej świątyni handlu.
Pan Magiel jest specyficzny i można powiedzieć niedzisiejszy: doskonale wykonuje swoją pracę, a Lucy, która potrafi wyłapać każdą fuszerkę mówi krótko: jest naprawdę niezły.
Zawsze uśmiechnięty, ale nie narzucający się. Zagada, powie dobre słowo. Na jego przykładzie powinni uczyć się korporacyjni spece od marketingu i obsługi klienta.
No bo czy jakiś korporacyjny szpenio wymyśliłby aby każdemu klientowi (większość przychodzi raz na 2-3 m-ce) dawać przy odbiorze prania kartkę z informacją o planowanych zamknięciach, urlopie czy po prostu godzinach pracy. Kartka prosta, ale robi wrazenie. Przynajmniej na mnie.
Pan Magiel jest głęboko religijny i tego nie kryje. Robi to jednak tak, że nawet kilku moich znajomych ateuszy do szpiku kości się nie obraża. Po prostu im to nie przeszkadza.